środa, 5 kwietnia 2017

Nowy rozdział: Wila, Metamorfomag i Ja #7

Autor: Tita
— Musimy przeprowadzić akcję dywersyjną – oznajmiła Vi, jakby nie zauważając naszej reakcji. – Musimy się liczyć z tym, że Boorack wie o tym, że my wiemy, albo nawet wie o tym, że tam byliśmy. Mógł nie tylko wymóc na McGonagall zakaz wchodzenia do lochów dla uczniów, ale też dodatkowo jakoś zabezpieczyć te swoje laboratorium, dorzucić parę zaklęć alarmowych…
— To są takie?! – zdziwiła się Domie.
— A myślisz, że dlaczego coś zawsze wyło jak obdzierane ze skóry, kiedy grzebałyśmy mamie po szafkach z błyskotkami? – Victoire spojrzała na nią z politowaniem. – Oczywiście, że są takie zaklęcia! Możemy się tam włamać o każdej porze dnia i nocy, a Boorack może się o tym w sekundę dowiedzieć. Jeżeli wystraszył się trochę bardziej, to mógł zaczarować tajemne wejście tak, że w ogóle nie będzie się tam dało wejść. A jeżeli wystraszył się bardzo-bardzo, to mógł nawet rzucić Zaklęcie Fideliusa na tę grotę i sam zostać własnym Strażnikiem Tajemnicy, a wtedy już po nas, bo w życiu nie trafimy na miejsce i nawet nie będziemy w stanie nikomu udowodnić, że coś tam jest.
Zapadło milczenie, podczas którego niebo ponad zamkiem grzmiało i błyskało, okna trzęsły się w ramach, a my wszyscy gapiliśmy się na Vikę jak w obraz. Chyba nawet ja, po mojej rozmowie z Victoire pod chatką Hagrida, nie mogłem się spodziewać takiego jej efektu. I choć Vi w niczym nie dała teraz po sobie poznać, że kiedykolwiek ta scena miała miejsce, to będąc całkiem szczerym, muszę przyznać, że z tą energią do działania i bojowym nastrojem było jej nawet całkiem do twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz